10 stycznia 2016

Prosty deser a la tiramisu - pyszne brzydactwo.

Czasami nachodzi mnie chęć, by spróbować zrobić klasyczną potrawę. O ile trzymam się dań głównych lub przekąsek, jest ok. Jednak gdy mam natchnienie na tworzenie deserów... Cóż, nie każdy jest cukiernikiem :) Mimo iż efekty są zazwyczaj pyszne (cóż, nie będę fałszywie skromna), wartości wizualne bywają różne. Albo coś nie zastygnie, albo rozpaćka w drodze z blachy na talerzyk, albo krzywo utnie, przetnie... spektrum takich wpadek jest u mnie bardzo szerokie.

Dobrze, że przynajmniej te różne brzydactwa są pyszne ;D

Zazwyczaj za drugim lub trzecim podejściem deser wygląda już dobrze. Chyba że zabieram się za dekorowanie własnoręcznie robionym lukrem... ale to już inna historia.

Wczoraj moje kulinarne muzy przylazły po długim i pracowitym dla mnie dniu (niestety, wyczucie czasu mają kiepskie) i kazały zrobić tiramisu. Patrzę w przepisy - natknęłam się na dwa rodzaje, jeden z użyciem jajek, drugi z mlekiem. Wybrałam drugą opcję i wczytuję się dalej. Ok, mascarpone mam. Biszkopty okrągłe, nie podłużne i za mało (mogłam ich nie jeść w czasie czytania przepisu). Mleko, cukier, kawa - są. Likier amaretto - brak. Czyli już wiem, że będzie to wariacja, a nie klasyczny deser tiramisu. W sumie norma, wiecznie zmieniam przepisy.




Ostatecznie w krótkim czasie wyszedł mi bezalkoholowy deser a la tiramisu. Szybki deser, łatwy do przygotowania. Przepis jest dość elastyczny, natomiast zmiany proporcji w kremie prowadzą do tego, że... deser nie zastyga :) No tak, przecież za pierwszym razem coś musiało mi nie wyjść.

Przepis na deser tiramisu w wersji improwizacyjnej

Składniki:
  • 500 g mascarpone (koszt około 10 zł)
  • 100-120 ml zimnego mleka
  • 75 g cukru
  • 2 opakowania cukru wanilinowego (popularnie nazywanego waniliowym, co jest błędem - zapytajcie Google o to)
  • 200-300 ml przestudzonej, bardzo mocnej kawy (rozpuszczalna, espresso)
  • dwa opakowania biszkoptów
  • kawa mielona
  • kakao
W oryginale biszkopty są podłużne, kawy jest mniej, a mleka 150 ml. Powinno się dodać likier amaretto, który nadaje tiramisu charakterystyczny, klasyczny smak - w mojej wersji tego nie ma.

Wykonanie:
  1. Mascarpone, mleko, cukier, cukier wanilinowy, około 20-30 ml kawy, 2 łyżeczki mielonej kawy: wszystko utrzeć mikserem na gładką masę. Nie będzie ona zbyt gęsta - nie mając amaretto wzmocniłam smak deseru dodając do kremu zaparzoną kawę oraz mieloną. Ta pierwsza niestety wpływa na ostateczną gęstość masy.
  2. Biszkopty delikatnie namoczyć w kawie - po około łyżeczce kawy na biszkopt (łatwo zmieniają się w papkę, gdyby kawy jest za dużo).
  3. W prostokątnym, raczej płytkim naczyniu (użyłam naczynia żaroodpornego) ułożyć blisko siebie warstwę biszkoptów. Zalać połową kremu, następnie ponownie ułożyć pozostałe biszkopty (na tym etapie okazuje się, ile za dużo się ich zjadło). Na wierzchu ma pojawić się masa.
  4. Wszystko wyrównać, przykryć i na kilka godzin w zimne miejsce. Lodówka też się sprawdzi.
Deser po tym czasie powinien delikatnie zastygnąć. Krem staje się delikatny, kremowy, przypomina trochę lekką piankę. Przed podaniem deser należy posypać mieszanką kakao i kawy (przez sitko).



Początkowo chciałam podać takie tiramisu w szerokim kieliszku (chyba do szampana?), lecz... jakby to ująć, całość mi się rozlazła i choć walory smakowe były nie do opisania, efekt wizualny nie nadawał się do publikacji :)

Potem nałożyłam porcję na talerzyk. A co tam, w końcu druga porcja kalorycznego deseru była dla dobra bloga! Na talerzyku prezentuje się dobrze, choć próba dekoracji talerzyka posypką z kawy i kakao nie wyszła idealnie. Miały być gwiazdki, wyszły... jakieś kształty. Teoretycznie dekoracje z kawy i kakao robi się prosto - wyciąć z kartki wzór, położyć na talerzyk, obsypać dookoła i delikatnie zdjąć kartkę. Nie mam pojęcia, co tu nie zadziałało.


Deser a la tiramisu jest intensywnie kawowy i słodki, idealny do gorzkiej kawy. Miał być elegancki i powalać na kolana prezentacją oraz smakiem. Dobrze, że chociaż smakiem zachwyca. Jedząc go należy ignorować kwestie kaloryczności. Ewentualnie można zaplanować tego dnia intensywny trening - ja np. niedługo wybieram się na maraton Zumby w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. O tym, dlaczego Zumba nie bez powodu zrobiła furorę - już niedługo :)