21 stycznia 2016

Kobieta remontuje - blaski i cienie na podstawie doświaczeń własnych.

Co jakiś czas przychodzi Ten dzień. Zazwyczaj jest to sobota, gdy dokładnie sprzątam wszystkie zakamarki w domu i dostrzegam, gdzie farba wyblakła, kolor tapety się znudził, a meble ustawiono niefunkcjonalnie. Teoretycznie mogłabym przejść nad tym do porządku dziennego, zwłaszcza że poza mną raczej nikt tych niedociągnięć nie zauważy.

Ja jednak decyduję się na mały remont. Który, rzecz jasna, wykonam sama.

Mając już kilka takich epizodów za sobą mogę stwierdzić, że poza satysfakcją z samodzielnie wykonanej pracy oraz krótkim czasem oczekiwania na rozpoczęcie działań (cóż, pewne stereotypy na temat zapału mężczyzn do remontów są prawdziwe), spotkałam się z czynnikami, których nie przewidywałam. Mianowicie dotknęły mnie konsekwencje stereotypowego myślenia na temat kobiet. A już kobiet remontujących zwłaszcza. Dlatego też, w duchu stereotypów, powstała poniższa lista...

Jeżeli jesteś przed remontem, zastanawiasz się, jaką farbę wybrać do malowania łazienki albo czym zmyć farbę olejną, jak zabezpieczyć meble lub czy rodzaj pędzla ma znaczenie - tego tu nie znajdziesz. Nie czuję się jeszcze na tyle pewnie w temacie remontów, by doradzać w tym temacie.
Jedyne co mogę powiedzieć, to nie kupuj taśmy chroniącej przy malowaniu oferowanej przez Bricomarche - bubel odkleja się od tapety, listwy podłogowej lub szafki po kilku minutach.

Natomiast jeżeli szukasz wsparcia psychicznego, zastanawiasz się, czy jako kobieta dasz sobie radę w sklepie z farbami, tapetami, pędzlami i innymi dziwnymi butelkami, jeżeli nie wiesz, czy otoczy cię podziw i akceptacja męskiej części populacji - poczytaj o moich doświadczeniach z tymi i innymi wadami i zaletami remontowania domu przez kobiety.

malowanie



Etap I: zakupy.

Zakupy jako ulubiona czynność każdej kobiety? Ha! Nie w przypadku sklepów budowlanych i tym podobnych. Wnętrze jest niczym labirynt z pułapkami czyhającymi na każdym kroku...

  1. Sklep z artykułami do remontowania to jak drogeria dla faceta. Wchodząc do Bricomarche lub OBI, wkraczasz do świątyni mężczyzn. Już po chwili zorientujesz się, że przy półkach stoją osobniki płci przeciwnej o twarzach: zachwyconych (wiertarka o stu zastosowaniach w promocji!), zasmuconych (żona mnie zabije, ta kasa miała iść na nowy mikser, nie na mega potrzebny zestaw kluczy i śrubokrętów...), niezdecydowanych (hmmm... wybrać klucz numer 13 czy 14 czy oba?). Coś Ci to przypomina? ;-) Dokładnie, podobnie zachowujemy się w drogeriach. Niestety, my, kobiety, w tym nowym środowisku możemy poczuć się zagubione i zdezorientowane. Na kartce napisane: farba do kuchni w fiołkowym kolorze... rozglądasz się, widzisz farby, idziesz do alejki, patrzysz.... i tu zaczynają się pierwsze problemy...
  2. Kojarzysz pewien skecz kabaretowy o facecie w Castoramie? Możesz go obejrzeć na końcu posta. Miał problem z wyborem koloru farby, gdyż odcieni było za dużo. Tutaj mamy przewagę. Rozumiemy barwy, odróżniamy je na poziomie głębszym, niż kolorowe i czarne. Niestety, większość pracowników w sklepach tego typu to faceci. Daltoniści. Ale nie da się uniknąć ich towarzystwa... bo na kartce nie ma napisane, czy farba do kuchni ma być olejna, emulsyjna, odporna na wilgoć, satynowa... a poza tym, która firma jest dobra? Jest ich mnóstwo! A ile wiaderek trzeba kupić? Na kartce masz zapisane, że dwa, ale każdy producent ma inne wielkości opakowań... Z lekką paniką szukasz pana w stroju z logo sklepu. Uprzejmie prosisz go o doradzenie w wyborze fiołkowej farby do pomalowania kuchni. Z zalotnym, lekko nerwowym śmiechem zagadujesz, że nie bardzo się znasz na farbach i liczysz na pomoc fachowca. A pracownik już wie. Nie, nie wie, który kolor to fiołkowy, coś mu jedynie świta, że to jakiś fiolet. Albo czerwony. Nieeee.... On już wie, że teraz może na Tobie odegrać się za wszystkie kompromitacje, gdy dziewczyna wysyłała go po coś do drogerii. Też wtedy, z tym lekko nerwowym uśmiechem prosił miłą sprzedawczynię o pomoc. Ale jej nie uzyskiwał. Gubił się, nic nie rozumiał. Teraz pokaże tej kobiecie, że on ma Wiedzę. Jest fachowcem i oczywiście pomoże tak miłej klientce. Tylko niech klientka najpierw powie - jaka jest powierzchnia ścian kuchni? Jaka panuje temperatura w pomieszczeniu? Czy wentylacja jest prawidłowa? Jaka jest wilgotność powietrza? Czy ma pani już odpowiednie wałki? Nie, nie te do włosów. Wałkiem nakłada pani farbę na ścianę (z politowaniem). Ta firma ma bardzo dobrą wydajność, ale wymaga rozcieńczenia odpowiednim preparatem, jaki by pani chciała? Chyba że jednak ta firma, jest łatwiejsza w malowaniu, co na pewno będzie ważne - nawet kobieta (z ironią) sobie z tym poradzi.
  3. Ok, z ostatkiem sił przebrnęłaś przez serię pytań. Wybrałaś odpowiednie wiaderka, wałki, pędzle oraz - co najważniejsze - cudowny kolor farby. Ale czy to wszystko? Ten "miły" pan mówił coś o rozpuszczalniku. Idziesz z nim do półki, a tam... jeszcze gorzej. Wcześniej przynajmniej wiedziałaś, co to farba. A tutaj... benzyna ekstrakcyjna, rozcieńczalnik do poliuretanu, rozcieńczalnik do akrylu.. Ratunkiem wydaje się rozcieńczalnik uniwersalny. W dodatku najtańszy! Taaak, też ostatnio się na to nabrałam. Wyczyścił pędzle (oraz pobrudzoną tapetę i podłogę), ale od zapachu fiołków kiszących się przez 100 lat w zalewie do ogórków kręciło mnie w nosie przez kilka dni. Dobra rada: chcąc nie chcąc zaufaj pracownikowi sklepu w tej kwestii.
  4. A propos brudnej tapety i podłogi. Środki do ochrony wszystkiego. Taśmy, folie, rękawiczki - konieczny zakup hurtowy. Dlaczego?

Etap II: przeszkolenie i przygotowanie.

Jest dobrze. Wyszłaś ze sklepu z wózkiem zapakowanym po brzegi (choć planowałaś kupić zaledwie wiaderko lub dwa fiołkowej farby do pomalowania kuchni) oraz pustym portfelem. Sam bilans (dużo zakupów, mało kasy) jest dla ciebie znany i oswojony, dlatego też z lekką zadyszką, ale coraz spokojniej idziesz do samochodu. Pełna nadziei i wizji pięknej kuchni wracasz do domu i rozkładasz zakupy.
  1. Najchętniej zaczęłabyś remont od razu. Co prawda jest już godzina 17:00, a obok ciebie leży sterta ubrań do prasowania... Zaczynasz więc od zrobienia sobie kawy i oszacowania czasu potrzebnego na pomalowanie kuchni. W tym czasie przychodzi domownik płci męskiej, więc dzielisz się z nim swoimi wrażeniami i planami.
  2. Po pierwsze twój rozmówca serwuje ci pełen lekko kpiącego wyrozumienia uśmiech, jako odpowiedź na twoje żale, że sprzedawca w sklepie się nabijał, zamiast pomagać. Po drugie, przyjmuje pozycję Eksperta i pragnie rozwiać wszystkie twoje wątpliwości. Zaczyna opowiadać o wszystkich do tej pory przeprowadzonych remontach, które kończyły się oszałamiającymi sukcesami. Z lekkim roztargnieniem przytakujesz głową, a po cichu dalej liczysz, czy do końca dnia uda ci się nałożyć pierwszą warstwę farby. Nieroztropnie dzielisz się tymi przemyśleniami z męskim rozmówcą.
  3. Męski rozmówca patrzy z politowaniem. Po pierwsze zaczyna twierdzić, że na opakowaniach farb piszą bzdury i on wie lepiej, jak długo farba będzie wysychała, czy trzeba ją rozcieńczać oraz ile warstw jest potrzebnych. Gdy patrzysz pełna wątpliwości, odpowiada, że oczywiście zrobisz jak chcesz, ale jeżeli potrzebujesz rady... Tak w ogóle to może odpuścisz, on się zajmie malowaniem w wolnej chwili za dwie dekady, w końcu ma większe doświadczenie, a ty niekoniecznie sobie dasz radę. Twój argument, że jeżeli dajesz sobie radę z makijażem oraz malowaniem paznokci, to dasz sobie radę z malowaniem ścian - dziwnym trafem pada w próżnię.
  4. Ignorując dotychczasowe rady pytasz jedynie o rozcieńczenie farby. Korzystasz z tej rady i zabierasz się do malowania. Upinasz włosy w luźny, zalotny koczek, zakładasz wygodne, markowe dresy. Obklejasz taśmą ochronną niektóre elementy i zabierasz się do roboty. Jest godzina 18:00.

Etap III: remont właściwy.

  1. Pełna zapału i satysfakcji z własnej samodzielności malujesz pierwsze centymetry kwadratowe ściany. Pierwsze pociągnięcie wałkiem nie jest może idealne, lecz podchodzisz do tego z dystansem. W końcu jesteś mądrą kobietą i wiesz, że kilka pierwszych minut będzie gorszych - w swojej wspaniałomyślności zaczęłaś od rogu, który jest najmniej widoczny na co dzień. 
  2. Kolejne minuty upływają ze słabnącym zapałem. Kolejne centymetry kwadratowe powierzchni ubywają w bardzo wolnym tempie, a czas leci. Dodatkowo te smugi, które pojawiały się na początku, nadal nie znikają. Mimo to nie poddajesz się i malujesz dalej. Pojawiające się uczucie frustracji rozładowujesz intensywniej machając wałkiem.
  3. Pierwsze utrudnienie: wizyta domownika płci męskiej. Przyszedł zobaczyć, jak sobie radzisz i czy nie trzeba ci pomóc. Patrzy uważnie z daleka na pomalowany kawałek ściany i z wywyższającym się wyrazem twarzy komentuje. Pięknie malujesz tą ścianę. Co prawda te smugi trochę widać, ale z drugą warstwą będzie lepiej. Mówiłem, że to trzeba inaczej. Ale i tak ładnie, jak na kobietę no i pierwszy raz. A tak w ogóle to kiedy kończysz? Jest już 20:00, odpuść sobie. A te plamki fiołkowej farby na suficie? Aaaa, rozumiem, przypadkowo machnęło ci się wałkiem i prysło...

Etap IV: zakończenie i sprzątanie.

Czy etap zakończenia i sprzątania jest zakończeniem remontu? Niekoniecznie. Około godziny 22:00 poddajesz się. Odchodzisz na trzy kroki od ściany, przechylasz głowę, patrzysz... no, nie jest tak źle. Jak na pierwszy raz nawet świetnie. Kolor jest dobrze dobrany, na końcu już nawet nie było smug. Ale trzeba będzie jeszcze jedną warstwę farby dać, albo dwie. Tyle że to już jutro. 

Mimo problemów po drodze i napięcia, które ci towarzyszyło, jesteś usatysfakcjonowana. Dałaś sobie radę z czymś, w co mężczyźni wątpili. Oszczędziłaś czas potrzebny na czekanie, aż domowy facet zabierze się za remont oraz pieniądze, które skasowaliby fachowcy z zewnątrz. Oszczędziłaś też dom, bo ci fachowcy mogli okazać się żywcem wyjęci z "Usterki". Wołasz męskiego domownika.

Pierwszy komentarz okiem fachowca. Widzisz ten drgający kącik przy oku. Drgający nerwowo, bo okazuje się, że ci wyszło. Oczywiście, nie znowu idealnie, ale i tak nie trzeba będzie za dużo poprawiać. Ściany są ładne, efekt powalający. Mężczyzna przez ciebie utraci przewagę. Musi coś znaleźć. Co robi? Patrzy dookoła. Sufit. Podłoga. Lodówka. Krzesło. Akwarium z rybkami. Twój firmowy dres oraz grzywka i policzek. Wszystko w fiołkowych kropkach. Jest! Znalazł punkt zaczepienia! I zaczyna...

Jak ty to zrobiłaś, że pomalowałaś sufit? Mówiłem, żebyś założyła moją starą koszulę, ten dres masz już do wyrzucenia. Włosy i policzki też? Matko, ja bym tak nie umiał.

A w tobie się gotuje. Czy ktoś cię przeszkolił z zasad BHP? Nie! Męski domownik wymądrzał się na temat wszystkiego, ale nie tego, jak ochronić kuchnię i ciebie! Nie twoja wina, że te dziwne taśmy non stop się odklejają, a folie ochronne pobrudzone farbą przyklejają się do wszystkiego. Dresu szkoda, ale może się wypierze... Włosy i policzek? Zmyje się. Lub nie.

Godzina 22:30. Wkurzona czepialstwem i brakiem uzasadnionych zakupów zaczynasz sprzątać. Faktycznie, ten rozcieńczalnik polecony przez sprzedawcę działa i ładnie zmywa farbę z lodówki. W sumie... jest już późno, a jutro i tak znowu malowanie, druga warstwa. To może poczekać ze zmywaniem plam do jutra?

Po takiej decyzji bierzesz długą kąpiel, w nagrodę za dobrze wykonaną pracę. Nagroda ta jest w pełni uzasadniona. Zagrałaś na nosie - i ambicji - mężczyznom fachowcom, którzy nie wierzą w zdolności kobiet. Wyrwałaś im z rąk zajęcie, w którym uważają się fachowcami, a w rzeczywistości różnią się od nas jedynie doświadczeniem, nie umiejętnościami. Ta satysfakcja z dobrze wykonanej pracy, z tego, że mimo przeciwności sama pomalowałaś te całe ściany - poczucie to jest bezcenne. Mimo że padasz na pysk, a farba z włosów nie chce się zmyć, wiesz, że wykonałaś kawał dobrej roboty. Jesteś z siebie zadowolona.

Etap V: dzień następny.

Plamy fiołkowej farby na suficie i meblach zaschnięte. Rozcieńczalnik nie działa. Emocje sięgają zenitu. Po ekspresyjnym rzucie wałkiem na kuchence pojawia się fiołkowa smuga. 

Cholera, będzie konieczny kolejny remont...


Źródło: Youtube.com